4 i pół nogi coachingu - część czwarta
 Oceń wpis
   

Wczoraj miałem okazję prowadzić sesję zerową z jedną z moich Klientek, która, jak jasno i wyraźnie dała mi do zrozumienia już kilka razy, nie wierzy w ten cały coaching. Dla sportu więc zdecydowała się spotkać i przekonać o swoich racjach :) Miała zadane zastanowić się nad czym chciałaby popracować i wybrać sobie jeden temat/cel/problem. Jak się okazało w chwilę po spotkaniu, Klientka celu żadnego nie ma, wszystko jest dobrze i w najlepszym porządku i niczego nie trzeba poprawiać.

Znakomicie! Przeszliśmy więc do określenia hierarchii wartości w Jej życiu, żeby być może na tej podstawie zidentyfikować obszary do pracy. Zaczeliśmy pracę i po wypisaniu i zdefiniowanu 3 wartości nastąpiła lekka blokada, która po chwili rozwinęła się na 18 różnych ważnych wartości w Jej życiu! :) Po 2 godzinach pracy mamy entuzjastyczne podejście i przynajmniej kilka obszarów, którymi zajmiemy się w kolejnych tygodniach lub nawet miesiącach... nie mówiąc o tym, że priorytet wśród wszystkich wartości ma obszar, którego nigdy nie zidentyfikowałaby wcześniej jako ten najistotniejszy - co sama zresztą ze zdziwieniem stwierdziła... i zakłopotana koniecznie chciała mnie poczęstować obiadem :)

Taki scenariusz powtarza się bardzo czesto, a jednak zawsze sam za każdym razem jestem zaskoczony, co może wynikać z pracy z ludźmi poprzez coachingowe modele. Dlatego może wracam z uporem do namawiania opornych, żeby spróbowali i jestem skłonny powiedzieć w takich chwilach "co łaska"... To jedna z tych rzeczy, które kocham w coachingu - odkrywanie samego siebie przez Klienta i ogromna dawka energii którą Klient dostaje, ale z której czerpie też sam coach.

FILAR 4

90% coachingu indywidualnego odbywa się przez telefon.

Sam zdziwiłem sie niemiłosiernie kilka lat temu, kiedy pierwszy raz zobaczyłem te badania. A jednak. Oczywiście statystyka dotyczy coachingu indywidualnego, czyli Life Coachingu i Executive Coachingu, a konkretnie jego wersji Life. W przypadku Executive Coachingu relacja sesji telefonicznych do osobistych mniej więcej wynosi 50%. W każdym bądź razie, od początku byłem zachwycony taką alternatywą, bo daje ona niesamowite możliwości. Jakie ?

Ano, większość małych firm, a jako coach zwykle jesteście jednoosobową działalnością gospodarczą, zdobywa swoich Klientów z obszaru w którym ma siedzibę. Jeżeli mieszkacie w duzżym, milionowym, czy kilkuset tysięcznym mieście, to prawdopodobnie będziecie w stanie mieć wszystkich Klientów lokalnie i spotykać się z nimi osobiście. Jeżeli jednak wybraliście sobie za miejsce zamieszkania niewielkie miasteczko czy zupełnie odludną okolicę, to odpowiednia dla Was liczba Klientów może stanowić problem. Dlaczego? Dlatego, że możecie jeździć do Klientów, lub oni do Was i spędzić w samochodzie jedną godzinę, półtorej, dwie, dwie i pół..., ale zawsze jest jakaś granica. Wyobraźmy sobie, że dzwoni do Was Wasz Klient. Wy mieszkacie w małej wiosce pod Łodzią, a Klient jest z Gdańska. Dzwoni więc do Was i zwierza do suchawki, że koniecznie musi się spotkać i porozmawiać, żeby rozwiązać najważniejszy problem w Jego życiu. I pyta, czy przyjedziecie do Niego. Co możecie zrobić? Zgadzacie się oczywiście. Możecie jechać do Gdańska Wy, a może przyjechać do Was Klient. Tak czy siak - albo Wy spędzicie 5 godzin w samochodzie w jedną stronę i po godzinnej sesji coachingowej z powrotem 5 godzin, albo taką samą drogę przebędzie Wasz Klient. Oczywiście będzie zadowolony i zostanie z planem do wykonania, żeby rozwiązać trudną sytuację, ale w pierwszym przypadku Wy będziecie musieli obciążyć Klienta za cały dzień pracy. W samochodzie nie popracujecie... W drugim przypadku Klient spędzi cały dzień w samochodzie z dala od swoich spraw, obowiązków, zajęć, rodziny itp.... Jeżeli sesja zostanie przeprowadzona przez telefon, czy nawet Skype, to mamy sytuację, w której zarówno coach, jak i jego Klient poświęcają na coaching jedną godzinę, a resztę czasu mogą - coachować innych Klientów (coach) lub zająć się swoimi sprawami (Klient). Faktura też będzie za godzinę pracy coacha... Czy musicie prowadzić coaching przez telefon? NIEEEE... nie musicie... to tylko daje wam opcję, że możecie to wykorzystać. Powyższa historia, to nadal ujęcie lokalne. Mam Klientkę, która kilka lat temu postanowiła się spakować i wyjechała układać sobie życie w innym kraju. Ola pochodzi z Sopotu i wyprowadziła się do małej miejscowości o nazwie Rizhao. Rizhao, leży dokładnie pośrodku między Pekinem i Shanghaiem, na brzegu Morza Żółtego w Chinach. Mała miejscowość Rizhao powstała kilanaście lat temu z połączenia kilku chińskich wiosek i liczy sobie 2.800.000 mieszkańców :) Małe miasto, jak na chińskie warunki :) W każdym bądź razie, kiedy ja rozmawiam z Olą, to u Niej jest godzina 16:00, a u nas 8:00 tego samego dnia. Czy miałbym jakiekolwiek szanse na bezpośredni i osobisty coaching z Olą bez telefonu czy Skype'a ? Nie wydaje mi się... Jak każdy szanujący się coach, mam też swojego coacha mentora/supervisora. Moja wspaniała mentorka, Wendy, jest brytyjką, ale kilka lat temu przeprowadziła się do Andaluzji i hoduje 30 rasowych koni, prowadząc jednoczesnie coaching z ludźmi z całego śwata. Kiedy do niej dzwonię zwykle słyszę - poczekaj Łukasz, kończę rozmowę z Rio de Janeiro, albo z Dubajem itp. Wendy jest jednym z najlepszych coachów w Europie, mieszka sobie tam, gdzie zawsze marzyła i pracuje przez skype z całym światem. Pozwólcie więc, że zapytam jeszcze raz - czy musimy prowadzić coaching przez telefon ? NIE! To jest tylko opcja, która nam została dana. A dzięki temu my, coachowie, możemy żyć i mieszkać gdzie nam się rzewnie podoba i to my wybieramy miejsce zamieszkania, a nie dostosujemy je do pracy. Większoć ludzi mieszka tam, gdzie jest praca i przeprowadza się do innych miast w pogoni za pracą... Co Wam się bardziej podoba ? Ilu Klientów potrzeujecie i ile godzin dziennie musicie pracować, to już inna kwestia, na inny wpis w blogu - tak czy siak zapewne już możece się domyślać, że ten aspekt również jest bardzo kuszący :)

Jakie są minusy prowadzenia coachingu przez telefon? Zastanawiałem się nad tym wielokrotnie. Począwszy od najwżniejszego, że nie ma bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiam, że nie widać mowy ciała, że słychać tylko głos itp. To wszystko prawda, ale mamy już Skype w połączniu z kamerą internetową, które niwelują 2 z 3 wymienionych czynników, a dodatkowo zostały przeprowadzone psychologiczne badania, ktre pokazują, że my, jako istoty ludzkie jesteśmy w stanie bardziej otworzyć się przez telefon i być bardziej szczerzy, niż podczas spotkania w cztery oczy! Obie formy - osobista i telefoniczna/Skype'owa wydają się więc znakomitym sposobem na prowadzenie coachingu. Prowadzono też badania nad mailową formą komunikcji, tutaj jednak została ona określona jako mało efektywna i możliwa do wykorzystania wyłącznie jako wsparcie dla pocesu coachingowego prowadzonego klasycznie.

Komentarze (0)
4 i pół nogi coachingu - część... W hołdzie tragicznie zmarłym...
Najnowsze komentarze
2012-05-09 13:19
Błażej Kolejny ;):
Modele coachingowe - cz.1 z 2
W określaniu celów, S w akronimie SMART oznacza Simple - prosty (wyrażony w prostym,[...]
2012-03-16 16:58
Ł.Wieczorek:
Coaching blog - powrót Wieczorka
Cóż, życie....robię co mogę. Pocieszam się tym, że robię dla coachingu wiele dobrego w inny[...]
2012-03-07 19:09
Piotr Rygorowicz:
Pytania odkrywające i rozbrajające ograniczające przekonania
Człowiek jest jak książka (autorem jest życie). Tylko on sam "siebie" nie przeczytał. Jeśli[...]
O mnie
Łukasz Wieczorek
Na stałe związany z Instytutem Rozwoju Biznesu gdzie pełni rolę Dyrektora ds. Rozwoju. Praktyk biznesu, ponad 10 lat w międzynarodowych korporacjach, wieloletni dyrektor sprzedaży i menedżer, uczeń Gerarda O'Donovana, coach, mąż i ojciec, zapaleniec. Zawsze do usług... lwieczorek@irb.pl
Archiwum
Rok 2011
Rok 2010