Jeżeli ktoś chciałby wziąć udział w warsztacie i zobaczyć narzędzie pozwalające na zhierarchizowanie wartości, zapraszam do Warszawy dzisiaj wieczorem.
Zapisy: http://bit.ly/3hHu1V . Wstęp za darmo.
Miejsce: Warszawa, Centrum ekoJa, ul. Bohdanowicza 5 - okolice skrzyżowania Żwirki i Wigury z Racławicką. Na mapie: http://bit.ly/dCrP8P.
Dzisiaj o 18:45, na comiesięcznym spotkaniu Coaching Support Group, prowadzę w Centrum ekoJa w Warszawie krótki warsztat dotyczący wartości w coachingu. Przedstawię ciekawą metodologię/narzędzie, dzięki któremu można zrobić zdjęcie naszych wartości na daną chwilę życia i zhierarchizować je. Zapraszam serdecznie.
Dlaczego akurat wartości ? Mam tego całą listę i za chwilę się nią z Wami podzielę. Co jednak jest najważniejsze dla mnie i procesu coachingowego, a w rezultacie dla naszych Klientów, to to, że dzięki ustaleniu hierarchii wartości danego człowieka, możemy gładko przejść do ustalania celów. Wielu ludzi dąży przez trwające latami kawałki swojego życia, do osiągnięcia danego celu. Latami całymi zbiera ktoś, dajmy na to pieniądze, żeby kupić wymarzony samochód sportowy. A kiedy już się to udaje, to okazuje się, że kupno było tylko celem samym w sobie, ale nie wniosło nic do życia i nie spowodowało w nim zmian, nie uszczęśliwiło tej osoby w najmniejszym stopniu. Skaldowie śpiewali - "...nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go...", w innym kontekście, ale można to przełożyć na wszystkie pozostałe dziedziny życia. Pozwolę się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Jaki jest sens poświęcania się i podporządkowania życia danemu celowi, skoro nie odniesie to wpływu na jego dalszy przebieg ? Ważne jest więc, żeby określać cele na bazie swoich wartości.
W czym pomagają nam wartości:
Pomagają dokonywać wyborów
Kiedy masz jasność co do swoich wartości, czyni to owe wybory łatwiejszymi, np. kiedy chcesz zrobić krok w sprawie swojej kariery, a obecna praca nie spełnia żadnych z twoich
wartości związanych z karierą, to mało prawdopodobne abyś się w niej realizował.
Pomagają naturalnie prześwietlać i filtrować
Wartości pomagają lepiej prześwietlać i filtrować wydarzenia, niespodzianki i ludzi, których spotykamy na naszej drodze. Jeśli nie jesteś pewien jak zareagować na osobę, problem czy możliwość – zdaj się na swoje wartości. W skrócie, wartości umożliwiają nam pozbycie się z życia tego, co do niego nie pasuje oraz włączenie do życia tego, co pasuje.
Zwiększają poczucie kierunku
Klienci często przychodzą do nas bo chcą znaleźć kierunek w życiu. Określanie wartości pomaga im odzyskać lub zwiększyć ich poczucie kierunku. Wartości mogą służyć za kompas według którego można ułożyć swoje całe życie.
Zwiększają poczucie szczęścia i spełnienia
Wszystkie nasze cele, marzenia i chęci są jedynie środkami dla spełnienia naszych wartości. Stąd też pomoc klientowi w poczuciu własnych wartości umożliwia im rozpoznanie co jest ważne w ich życiu i jako skutek stanowi katalizator dla szczęścia i spełnienia.
Są niezbędne dla znalezienia twojego celu / kierunku w życiu
Czasem klienci przychodzą na coaching ponieważ chcą znaleźć cel w życiu lub nowy kierunek. Określenie ich wartości jest niezbędnym krokiem w tym procesie, gdyż bez wiedzy o własnych wartościach ciężko byłoby znaleźć twój cel / kierunek.
Pomagają ustalić lepsze cele
Kiedy ustalamy cel, dobrze jest sprawdzić go względem naszych podstawowych wartości. Czy pasuje albo wyraża jedną lub dwie z nich? Jeśli tak, wtedy jest wartościowy.
Zwiększają motywację i mogą stanowić katalizator dla celu
Cele ułożone względem wartości zwykle znaczą więcej ponieważ są motorem dla nas aby uświadomić sobie kim naprawdę jesteśmy. Działanie to może stanowić katalizator lub motywację dla podjęcia działań.
Pozwalają mierzyć znaczenie naszego życia
Bycie w kontakcie z naszymi wartościami skutkuje podniesieniem naszej świadomości spraw, które są dla nas ważne. Sprawy, które mogliśmy brać za oczywiste, ale jak się okazuje, są niezbędne dla uświadomienia sobie znaczenia, jakie życie ma dla nas samych.
Życie płynie łatwiej, kiedy żyjesz zgodnie ze swoimi wartościami
Poprzez ułożenie swoich codziennych działań, decyzji i zachowania według swoich wartości czujemy, że wszystko przychodzi bez wysiłku, że jesteśmy w stanie „swobodnego przepływu”.
Konflikt z naszymi wartościami powoduje stres i może oznaczać wysiłek
Kiedy okazuje się, że znaleźliśmy się w okolicznościach, w których istnieje konflikt między naszymi wartościami a działaniem lub zachowaniem, którego się od nas oczekuje, może wywołać to silny stres. Energia, którą pochłania oddalanie się od naszych zasad, wyczerpuje nas i życie staje się walką.
Wczoraj miałem okazję prowadzić sesję zerową z jedną z moich Klientek, która, jak jasno i wyraźnie dała mi do zrozumienia już kilka razy, nie wierzy w ten cały coaching. Dla sportu więc zdecydowała się spotkać i przekonać o swoich racjach :) Miała zadane zastanowić się nad czym chciałaby popracować i wybrać sobie jeden temat/cel/problem. Jak się okazało w chwilę po spotkaniu, Klientka celu żadnego nie ma, wszystko jest dobrze i w najlepszym porządku i niczego nie trzeba poprawiać.
Znakomicie! Przeszliśmy więc do określenia hierarchii wartości w Jej życiu, żeby być może na tej podstawie zidentyfikować obszary do pracy. Zaczeliśmy pracę i po wypisaniu i zdefiniowanu 3 wartości nastąpiła lekka blokada, która po chwili rozwinęła się na 18 różnych ważnych wartości w Jej życiu! :) Po 2 godzinach pracy mamy entuzjastyczne podejście i przynajmniej kilka obszarów, którymi zajmiemy się w kolejnych tygodniach lub nawet miesiącach... nie mówiąc o tym, że priorytet wśród wszystkich wartości ma obszar, którego nigdy nie zidentyfikowałaby wcześniej jako ten najistotniejszy - co sama zresztą ze zdziwieniem stwierdziła... i zakłopotana koniecznie chciała mnie poczęstować obiadem :)
Taki scenariusz powtarza się bardzo czesto, a jednak zawsze sam za każdym razem jestem zaskoczony, co może wynikać z pracy z ludźmi poprzez coachingowe modele. Dlatego może wracam z uporem do namawiania opornych, żeby spróbowali i jestem skłonny powiedzieć w takich chwilach "co łaska"... To jedna z tych rzeczy, które kocham w coachingu - odkrywanie samego siebie przez Klienta i ogromna dawka energii którą Klient dostaje, ale z której czerpie też sam coach.
FILAR 4
90% coachingu indywidualnego odbywa się przez telefon.
Sam zdziwiłem sie niemiłosiernie kilka lat temu, kiedy pierwszy raz zobaczyłem te badania. A jednak. Oczywiście statystyka dotyczy coachingu indywidualnego, czyli Life Coachingu i Executive Coachingu, a konkretnie jego wersji Life. W przypadku Executive Coachingu relacja sesji telefonicznych do osobistych mniej więcej wynosi 50%. W każdym bądź razie, od początku byłem zachwycony taką alternatywą, bo daje ona niesamowite możliwości. Jakie ?
Ano, większość małych firm, a jako coach zwykle jesteście jednoosobową działalnością gospodarczą, zdobywa swoich Klientów z obszaru w którym ma siedzibę. Jeżeli mieszkacie w duzżym, milionowym, czy kilkuset tysięcznym mieście, to prawdopodobnie będziecie w stanie mieć wszystkich Klientów lokalnie i spotykać się z nimi osobiście. Jeżeli jednak wybraliście sobie za miejsce zamieszkania niewielkie miasteczko czy zupełnie odludną okolicę, to odpowiednia dla Was liczba Klientów może stanowić problem. Dlaczego? Dlatego, że możecie jeździć do Klientów, lub oni do Was i spędzić w samochodzie jedną godzinę, półtorej, dwie, dwie i pół..., ale zawsze jest jakaś granica. Wyobraźmy sobie, że dzwoni do Was Wasz Klient. Wy mieszkacie w małej wiosce pod Łodzią, a Klient jest z Gdańska. Dzwoni więc do Was i zwierza do suchawki, że koniecznie musi się spotkać i porozmawiać, żeby rozwiązać najważniejszy problem w Jego życiu. I pyta, czy przyjedziecie do Niego. Co możecie zrobić? Zgadzacie się oczywiście. Możecie jechać do Gdańska Wy, a może przyjechać do Was Klient. Tak czy siak - albo Wy spędzicie 5 godzin w samochodzie w jedną stronę i po godzinnej sesji coachingowej z powrotem 5 godzin, albo taką samą drogę przebędzie Wasz Klient. Oczywiście będzie zadowolony i zostanie z planem do wykonania, żeby rozwiązać trudną sytuację, ale w pierwszym przypadku Wy będziecie musieli obciążyć Klienta za cały dzień pracy. W samochodzie nie popracujecie... W drugim przypadku Klient spędzi cały dzień w samochodzie z dala od swoich spraw, obowiązków, zajęć, rodziny itp.... Jeżeli sesja zostanie przeprowadzona przez telefon, czy nawet Skype, to mamy sytuację, w której zarówno coach, jak i jego Klient poświęcają na coaching jedną godzinę, a resztę czasu mogą - coachować innych Klientów (coach) lub zająć się swoimi sprawami (Klient). Faktura też będzie za godzinę pracy coacha... Czy musicie prowadzić coaching przez telefon? NIEEEE... nie musicie... to tylko daje wam opcję, że możecie to wykorzystać. Powyższa historia, to nadal ujęcie lokalne. Mam Klientkę, która kilka lat temu postanowiła się spakować i wyjechała układać sobie życie w innym kraju. Ola pochodzi z Sopotu i wyprowadziła się do małej miejscowości o nazwie Rizhao. Rizhao, leży dokładnie pośrodku między Pekinem i Shanghaiem, na brzegu Morza Żółtego w Chinach. Mała miejscowość Rizhao powstała kilanaście lat temu z połączenia kilku chińskich wiosek i liczy sobie 2.800.000 mieszkańców :) Małe miasto, jak na chińskie warunki :) W każdym bądź razie, kiedy ja rozmawiam z Olą, to u Niej jest godzina 16:00, a u nas 8:00 tego samego dnia. Czy miałbym jakiekolwiek szanse na bezpośredni i osobisty coaching z Olą bez telefonu czy Skype'a ? Nie wydaje mi się... Jak każdy szanujący się coach, mam też swojego coacha mentora/supervisora. Moja wspaniała mentorka, Wendy, jest brytyjką, ale kilka lat temu przeprowadziła się do Andaluzji i hoduje 30 rasowych koni, prowadząc jednoczesnie coaching z ludźmi z całego śwata. Kiedy do niej dzwonię zwykle słyszę - poczekaj Łukasz, kończę rozmowę z Rio de Janeiro, albo z Dubajem itp. Wendy jest jednym z najlepszych coachów w Europie, mieszka sobie tam, gdzie zawsze marzyła i pracuje przez skype z całym światem. Pozwólcie więc, że zapytam jeszcze raz - czy musimy prowadzić coaching przez telefon ? NIE! To jest tylko opcja, która nam została dana. A dzięki temu my, coachowie, możemy żyć i mieszkać gdzie nam się rzewnie podoba i to my wybieramy miejsce zamieszkania, a nie dostosujemy je do pracy. Większoć ludzi mieszka tam, gdzie jest praca i przeprowadza się do innych miast w pogoni za pracą... Co Wam się bardziej podoba ? Ilu Klientów potrzeujecie i ile godzin dziennie musicie pracować, to już inna kwestia, na inny wpis w blogu - tak czy siak zapewne już możece się domyślać, że ten aspekt również jest bardzo kuszący :)
Jakie są minusy prowadzenia coachingu przez telefon? Zastanawiałem się nad tym wielokrotnie. Począwszy od najwżniejszego, że nie ma bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiam, że nie widać mowy ciała, że słychać tylko głos itp. To wszystko prawda, ale mamy już Skype w połączniu z kamerą internetową, które niwelują 2 z 3 wymienionych czynników, a dodatkowo zostały przeprowadzone psychologiczne badania, ktre pokazują, że my, jako istoty ludzkie jesteśmy w stanie bardziej otworzyć się przez telefon i być bardziej szczerzy, niż podczas spotkania w cztery oczy! Obie formy - osobista i telefoniczna/Skype'owa wydają się więc znakomitym sposobem na prowadzenie coachingu. Prowadzono też badania nad mailową formą komunikcji, tutaj jednak została ona określona jako mało efektywna i możliwa do wykorzystania wyłącznie jako wsparcie dla pocesu coachingowego prowadzonego klasycznie.
Ostatnie dni pełne były ciekawych wydarzeń :) W niedzielę przyleciał do Polski Gerard O'Donovan i wspólnie pojechaliśmy pociągiem do Kalisza, gdzie w poniedziałek, dzięki pomocy działającej tam aktywnie Coachingowej Grupy Wsparcia, Gerard poprowadził całodniow konferencję i warsztat Introduction to Coching. Było blisko 40 osób, przesympatyczna atmosfera, znakomity hotel Calisia. Miałem okazję poćwiczyć tłumaczenie :) Wtorek równie zajęty, ale już w Warszawie, a środa koleja konferencja dla kilkudzisięciu osób z udziałem Gerarda O'Donovana. I tym razem już nie konsekutywne tłumaczenie, ale symultaniczne. Mordęga dla jednej osoby przez 6 godzin z jedną dłużzą przerwą, ale dziecięca wręcz radość na twarzy Gerarda, że wreszcie udało mu się powiedzieć wszystko co chciał, bez konieczności przerywania na wstawki tłumacza - bezcenna :)
FILAR3
Przejdźmy do 3 filaru coachingu - "Coach i coaching nie może być dyrektywny".
Są słowa, których coach nie używa w trakcie sesji coachingowych. Są to takie słowa jak - musisz, powinieneś czy przydało by się, żebyś coś zrobił. Nigdy, przenigdy nie mówimy Klientom co mają robić, nie radzimy, nie doradzamy, nie sugerujemy... NA świecie jest wg wyliczeń działu rozwoju Noble Manhattan ponad 50 rodzajów coachingu. Możecie więc być coachem od zdrowia, pieniędzy, kariery, seksu, małżeństwa, emerytury, dzieci, relacji, związków, zrzucania wagi, menadżerskim, korporacyjnym, od spraw sądowych, rozwodowym, rodzinnym, od ślubu itp., itd... ale nie możecie być nigdy, i to nie podlega najmniejszej dyskusji, cochem dyrektywnym! Te dw słowa "coach" i "dyrektywność" połączone ze sobą nie mają najmniejszego sensu! Ba, one nawet sie ze sobą nie mają prawa połączyć. "Coach dyrektywny" czy "coaching dyrektywny", to najzwyczajniej w świoecie oksymoron. Dokadnie taki sam jak "żywy trup", "biały kruk" albo bliższa nam "polska autostrada".
Ale teraz, czy bycie dyrektywnym w życiu jest w jakikolwiek sposób złe ? Nieeeeee... nie, nie,nie. Wyobraźcie sobie, że w budynku w którym przebywacie nagle rozlegają się alarmy przeciwpożarowe. Zaczyna być widać dym i płomienie, ludze wpadają w panikę, aż nagle jedna z osób wstaje, ucisza wszystkich i mówi: "Posłuchajcie mnie! Róbcie dokładnie to, co Wam teraz powiem, a ja wyprowadzę Was w bezpieczne miejsce...". Nie wiem jak Wy, ale ja byłby tuż za tą osobą i słuchałbym jej. Z całą pewnością nie chciałbym zwoływać w tym momencie zebrania i zastanawiać się co robimy...
Są więc takie sytuacje w życiu w których słusznym jest bycie dyrektywnym. Jednak kiedy stajecie się dyrektywni, to w tej samej chwili opuszczacie przestrzeń coachingową o której mówiłem wcześniej. I będzie wiele takich sytuacji w których prowadząc sesję coachingową w temacie, który być może doskonale znacie, w którym jesteście ekspertem, słowa i rady same będą Wam się cisneły na usta. Kiedy będziecie dokładnie wiedzieli co zrobić w danej sytuacji i mieli przejmujcą Was ochotę, żeby zadać pytania nakierowujące na właściwe rozwiązanie... Jeżeli chcecie prowadzić prawdziwy i wartościowy coaching, sugerowanie, radzenie, naprowadzanie na Wasze rozwiązanie amie wszelkie zasady sztuki. Jest nas na tym świecie ok. 7 miliardów i każdy z nas jest inny, lepiej więc przyjąć zasadę - nigdy nie daję odpowiedzi i nie radzę w coachingu, bo kto powiedział że mam rację akurat w tym przypadku ?...
Dzień w którym powinienem uzupełnić bloga zaskoczył mnie w Sosnowcu i Dąbrowie Górniczej. Dla profanów, to Śląsk, dla znających się na rzeczy – Zagłębie. Są jeszcze podobno Żabie Doły, ale to już jest wyższy poziom zaawansowania – może ktoś z czytelników pomoże. Mnie na tą chwilę wystarczy poziom, na którym rozróżniam Śląsk od Zagłębia, a mieszkańcy są i tak bardzo zadowoleni z tego faktu. Wystarczy więc szanować miejscowe zwyczaje i można sprawić wielką radość innym J Tak czy siak miałem tu kilka ciekawych spotkań biznesowych i jakżeby inaczej, nie obeszło się bez dyskusji dotyczących coachingu. Zaczęło się, jak to często bywa, od samych podstaw coachingu, a mianowicie od sławnych już 4 głównych filarów coachingu.
Kiedy wczoraj dokonałem pierwszych wpisów, zastanawiałem się intensywnie jak często powinienem pisać na moim blogu. Doszedłem do wniosku, że raz na tydzień to będzie w sam raz. Ani za rzadko, ani za często..., a nóż nie przynudzę za bardzo przy okazji. Uświadomiłem sobie jednak w tym samym momencie, że jest sporo zaległości do nadrobienia, a napewno wczorajszy wpis wymaga pewnego uzupełnienia.
Pisałem o koniu, który sam wybiera drogę. Ludzie są tacy sami - często pytają o drogę, ale zwykle, przewrotnie, nie jest ona dla nich komfortowa, wolą wybierać ją sami, choćby wiodła przez pole ziemniaków zamiast po asfalcie. Tutaj zapraszam na konsultacje do mojej ukochanej żony - ona mając mapę, zawsze znajdzie jakieś pole ziemniaków zamiast asfaltowej drogi. Nie jest w tym gorsza od Hołka informującego radosnym głosem w Automapie PL o kolejnych 20 kilometrach prosto, kiedy my jedziemy właśnie środkiem puszczy ubitą, ziemną ścieżką (a miała być krajówka!).
Zakładam, że każdy z Was był kiedyś w parku. Są tam drzewa, trawa, kwiaty, fontanny, jeziora i alejki. Alejki, które służą nam przecież do chodzenia po parku, żeby nam było łatwiej, żeby nie brudzić w ziemi naszych starannie wypucowanych butów, nie zapadać się obcasami w grunt i nie natrafić na niespodziewane aromatyzowane przygody psujące samopoczucie nasze i bliźnich wokoło. Alejki są dla naszego własnego dobra - fakt. A jednak... pomiędzy alejkami... ciekawostka... wydeptane ścieżki i dróżki w trawie...
Kiedy Frederic Law Olmsted i Calvert Vauks wygrali swoim projektem przetarg na stworzenia w centrum Nowego Jorku słynnego Central Parku, nie umieścili na nim ani jednej alejki. Przez 15 lat sadzono drzewa, kiełznano bagienne tereny, tworzono jeziorka i nasadzano kwiatki. Na końcu zasiano trawę i zaproszono spacerowiczów. Dopiero kiedy ludzie wyraźnie wydeptali swoje własne, wygodne dla nich szlaki, zrobiono na nich dzisiejsze alejki. Jak spojrzycie na plan Central Parku, to zaważycie, że nie ma tam raczej długich prostych. Tylko krzywizny, łuki, serpentyny. Ludzie sami wybrali gdzie ich oczy i nogi poniosą.

Kiedy prowadzimy Klienta do jego celu z punktu A do punktu B, towarzyszymy mu jako coachowie na jego własnej ścieżce. Zwykle nie jest to najkrótsza prosta, ale dłuższa krzywa albo jeszcze bardziej zagmatwana droga. Nie oznacza to, że w rzeczywistości będzie dłuższą (korki na drogach zykle są na najkrótszych prostych), ale z całą pewnością będzie jego własną drogą, wybraną przez niego osobiście, nie narzuconą i przewrotnie komfortową. Być może grzązką, pełną pułapek grożących więcej niż złamaniem obcasa i niebezpieczeństw gorszych od aromatyzowanych niespodzianek w trawie... ale hej! mają przecież nas coachów!

Pilnujmy, żeby z niej nie zbaczali i parli do przodu tam, gdzie leży ich upragniony cel, pomagając sięgać wgłąb po zasoby potrzebne im do pokonania wszelkich przeciwności.
No właśnie...
Ile razy z kimś rozmawiam, tyle razy słyszę nowe wariacje na temat tego czym tak na prawdę jest coaching...
Coaching - coś z autokarami związane, bo jak byłem w UK, to z przystanku odbierał mnie "coach" a nie "bus" - najedźcie zresztą kursorem po prawej stronie na kategorie bloga i słowo "coaching"... ii... dyliżans jako jedno ze znaczeń...
Coaching - dwie panie wchodzą do domu, wywalają ciuchy z szafy i sprzęty ze strychu, nazywając to coachingiem domowym... cały program telewizyjny o tym zrobili!
Coaching - w wielu polskich firmach tak określa się obserwację pracownika w środowisku pracy i udzielanie informacji zwrotnej, co robi dobrze, a co robi źle...
Coaching - wychodzi pracownik z gabinetu szefa po cyklicznym suszeniu głowy i mówi "Ale mnie scoachował..."
Wszystko to ma się tak do coachingu, jak uczucie agresji do zacnego stworzenia jakim jest leniwiec. W zeszłym tygodniu prowadziłem krótkie warsztaty coachingowe w Sopocie dla GlaxoSmithKline. Kiedy szperałem więc w internecie w poszukiwaniu przystępnych definicji coachingu, które mógłbym pokazać uczestnikom, znalazłem kilka naprawdę dobrych, a uwierzcie mi, co strona, to inna definicja, inny opis, inne podejście. Krótkie i zwięzłe, długie i opasłe jak 30-tomowa Brittanica, pozytywne, negatywne i Bóg wie jakie jeszcze. Każda szkoła dla coachów, każdy standard coachingowy, każda gwiazda coachingu, izba czy stowarzyszenie mają swoją definicję. Postaram się więc nie przytaczać żadnej z nich. Posłużę się natomiast historią, jaką opowiedział pan Milton Erickson, jeden z bardziej zasłuzonych coachingowi ludzi.
"...Pewnego dnia, gdy byłem jeszcze uczniem szkoły średniej, do naszego gospodarstwa przybłąkał się koń. Miał na sobie siodło, był bardzo spocony i dyszał. Daliśmy mu wody i postanowiliśmy odprowadzić do właściciela. Nikt jednak nie wiedział, skąd przyszedł.
Wsiadłem na niego i poprowadziłem w kierunku drogi. Wiedziałem, że koń wybierze właściwy kierunek, choć nie wiedziałem, jaki on będzie. Koń pognał do przodu. Od czasu do czasu zatrzymywał się i wchodził na pola skubać trawę. Wtedy delikatnie przypominałem mu o drodze. Po pewnym czasie koń skręcił do czyjegoś gospodarstwa. Ucieszony i zdumiony gospodarz wyszedł nam na spotkanie:
- To mój koń, gdzie go znalazłeś?
- Jakieś siedem kilometrów stąd.
- Ale skąd wiedziałeś dokąd go odprowadzić??
- Nie wiedziałem. Koń wiedział. Ja tylko kierowałem jego uwagę na drogę..."
Jeździec w tej historii to coach, a koń (przepraszam za analogię) to osoba coachowana. Coach jest ze swoim Klientem i ramię w ramię pilnuje, żeby Klient nie zszedł z drogi jaką sam obrał. Istoty ludzkie to bardzo ciekawe stworzenia. Często zdeterminowane i pełne dobrych chęci, ale jeszcze częściej i w tym samym czasie, łatwo zbaczające z obranej drogi i rozpraszane przez inne rzeczy. Jak często zdażało się nam stawiać przed sobą postanowienia noworoczne ? Ile razy rzucaliście palenie, odchudzaliście się, szukaliście nowej pracy, staraliście się wygospodarować więcej czasu dla rodziny ? Ile razy mimo ogromnych chęci zbaczaliście gdzieś w bok... poskubać trawy jak ten koń ? Tym jest własnie coaching - pilnowaniem, żebyście po wybraniu celu, trzymali się swojej drogi, którą znacie podświadomie... a my coachowie, to Wasi kompani w tej drodze.
Od pewnego czasu noszę się z zamiarem poprowadzenia bloga o coachingu. Lubię o sobie mówić "ewangelista coachingu" i blog wydaje mi się doskonałym narzędziem do zainteresowania kolejnych osób ta tematyką.
Dzisiaj podczas rozmowy na Skypie moja dobra przyjaciółka, znakomity trener i coach z Kalisza, Ewa Kucharska, powiedziała mi "...Łukasz, zacznij pisać bloga o coachingu, nie znalazam żadnego dobrego..., ...jestem pewna, że znajdziesz czytelników...". Spróbuję więc ,a czy będzie dobry - ocenią już inni.
Zapraszam wszstkich i witam serdecznie na blogu o coachingu. Będzie o biznesie, o życiu, rodzinie, wszystkich aspektach naszego życia, któych coaching dotyka.
Łukasz
| wstecz | 1 | 2 | |
Łukasz Wieczorek